Pamięci Księdza Jerzego! 25 lat. Trudno uwierzyć. A emocje jakby z wczoraj. I te dni niepewności, gdy Polacy modlili się, żeby Ksiądz wrócił zdrowy, żeby tylko nie zamordowali. Jak bardzo się dziś NIE PAMIĘTA tej przerażającej  łatwości, z jaką można było wówczas ZAMORODOWAĆ. Patriotę, myślacego inaczej, aktywnego antykomunistę... W stanie wojennym ponad 100 niewyjaśnionych zbrodni...I te najbardziej okrutne - na księżach. Popiełuszko, Suchowolec, Niedzielak, Zych ( już w podobno wolnej Polsce!). Bardzo długa jest lista skrytobójczo zamordowanych, bitych i tych bardzo wielu, których próbowano zastraszyć!  PRÓBOWANO, ale jaka to była klęska Czerwonych, że zastraszyć się NIE UDAŁO!  Ludzie przestali się bać!

     Przestali się bać, mimo zbrodni, pomimo  terroru, wbrew retoryce stanu wojennego...I to była zasługa BOHATERÓW TAMTYCH DNI: Solidarności, Popiełuszki, patriotów, dysydentów, ludzi uczciwych!

    Spotykaliśmy się w kościołach, żeby cieszyć się kawałkiem wolnej Ojczyzny! Wznosiliśmy palce pokazujace Victorię! Że zwyciężymy! Że się nie poddamy. Że nawet śmierć Księdza nie odbierze nam smaku wolności.

     Iten niesamowity pogrzeb Księdza. Udaliśmy się w trzech. Ubrani na czarno. Wieczorem - w przeddzień pogrzebu, Żeby potrzymać wartę.  Mój wujek - Tadeusz Karpisz -krytyk teatralny,  ,, Ostatni Cyganer Warszawy", ( tak Go nazwał pisarz Konwicki w jednej ze swoich powieści). Przyjaciel Tadeusza - artysta malarz bez jednej nogi, autor monumentalnej pracy Ukrzyżowanego Chrystusa. I ja - 17-letni licealista z Łodzi. Zatrzymano nas prawie 3 kilometry przed Kościołem Św. Staniasława Kostki. Resztę  drogi odbyliśmy pieszo. Jednonogi artysta trzymając kulę - idący na czele naszego trzyosobowego pochodu. Ja w środku. Już z daleka morze światła i ogromna rzesza ludzi! Mnóstwo zapalonych świec i zniczów robilo niesamowite wrażenie! Jakby płonęła droga wokół Kościoła.

    Warta nocna to był taki maleńki hołd oddany Księdzu - bohaterowi. Ludzie płakali, milczeli,  mieli zaciśnięte pięści( choć było to miejsce Święte!). Wszyscy pogrążeni w Modlitwie. Nigdy nie zapomnę staruszki, która powiedziała głośno, że nie modli się za Księdza, tylko za jego morderców...

    Dziesiątki tysięcy ludzi nazajutrz. Widziałem Wałęsę w otoczeniu znanych postaci podziemia. Wówczas jeszcze wydawał się też bohaterem.  Cieszyliśmy się, że jest tutaj, gdzie dziś jest Polska! Ludzie byli WSZĘDZIE. We wszystkich okolicznych, przylegajacych do kościoła uliczkach. Dosłownie wszędzie.I ta ogromna solidarność ludzi w tłumie. Ktoś poczuł się źle. Już znalazł się lekarz. Nie wszyscy wytrzymywali ...proponowano prywatną toaletę w pobliskim domu. Nikt się nie pchał, żeby być bliżej.